piątek, 31 grudnia 2010
środa, 29 grudnia 2010
Dwudziestypierwszy.
Z góry chcę przeprosić i przyznać się, że nie czytam i nie komentuje waszych wpisów, bo jestem leniem. Nie byłam tutaj baaardzo długo. A dzisiejszy dzień, bardzo napawał mnie optymizmem.
Nie będę obiecywać, że się poprawię, bo jak mam dotrzymać słowa, to go dotrzymuję.
Dzisiaj wizyta (i tu uwaga!) w Sieradzu, na przyrzeczeniu Krzysia. I tak jak dzisiaj już powiedziałam, że znowu poczułam się jakoś tak dobrze i jakaś taka szczęśliwa, że jestem w ZHP i poznaje takich ludzi, jak na przykład Dżasta, Ola, Bosiówa, Krzysiu, Adam, Boży i wiele, wiele innych. Dzisiaj mówiłam bardzo dużo, raz całkowicie sensownie, a czasami zupełnie bez niego. Kolejną rzeczą, jest takie... Hmmm.. Poczucie wartości. Tego, że jednak jest ktoś, kto cieszy się na Twój widok, zupełnie tak, od. Bo po prostu, najzwyczajniej w świecie Cię lubi. Czułam się dzisiaj potrzebna. Tak. Chyba to dobre określenie mojego dzisiejszego stanu. A tak poza tym, to strasznie cieplutko zrobiło mi się na serduszku i wylałam swoje żale.
w ogóle... chyba powinnam częściej spotykać się z ludźmi, których lubię, a nigdy nie mam dla nich czasu. muszę zacząć się wysypiać i wszystko będzie dobrze... Zacznę mieć w końcu czas, zamiast odsypiać. taaa... jest 00:55, a ja jeszcze nie śpię. i tu ma być dobrze? brawo Jasiu. ;]
naszła mnie wena napisania artykułu do gazetki o walentynkach. taaaak. ktoś musi. a Ilona zrobi to zbyt drastycznie.
You're my last breathe
You're a breathe of fresh air to me
Hi, I'm empty
So tell me you care for me
You're a breathe of fresh air to me
Hi, I'm empty
So tell me you care for me
niedziela, 19 grudnia 2010
wtorek, 14 grudnia 2010
Dziewiętnasty.
Dziś krótko...
Uwielbiam wyjść na dwór, gdzie jest zimno, śnieg wali mi w oksy i skwierczy mi pod nogami, tylko po to, żeby iść do sklepu po ogórka kiszonego. Zjeść go na tym mrozie i wrócić do domu.
Poza tym ustawiłam sobie na poczcie skórkę 'emo' i wygląda to mniej więcej tak:
Czyż nie wygląda cuuuuudownie?
z Bogiem.
P.S. ` Kto nie ryzykuje, nie wygrywa. Kto ryzykuje może przegrać. Kto ryzykuje wszystkim, może również przegrać wszystko. Kto ryzykuje wszystkim, wygrywa najwięcej. `
bądź
Wielu powie Ci `nie możesz`, a Ty odwrócisz się i powiesz 'no to patrz'.
no. teraz to z Bogiem.
Uwielbiam wyjść na dwór, gdzie jest zimno, śnieg wali mi w oksy i skwierczy mi pod nogami, tylko po to, żeby iść do sklepu po ogórka kiszonego. Zjeść go na tym mrozie i wrócić do domu.
Poza tym ustawiłam sobie na poczcie skórkę 'emo' i wygląda to mniej więcej tak:
Czyż nie wygląda cuuuuudownie?
z Bogiem.
P.S. ` Kto nie ryzykuje, nie wygrywa. Kto ryzykuje może przegrać. Kto ryzykuje wszystkim, może również przegrać wszystko. Kto ryzykuje wszystkim, wygrywa najwięcej. `
bądź
Wielu powie Ci `nie możesz`, a Ty odwrócisz się i powiesz 'no to patrz'.
no. teraz to z Bogiem.
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Osiemnasty.
Tak więc długo oczekiwany wpis. Jestem w domu. Nareszcie. Zero 'pyszniutkiego' jedzonka i herbatki smakującej jak kleik. W końcu może się wyśpię w ciepłym domu, gdzie nie wieje mi od okna i obejrzę jakiś program telewizyjny, gdzie nie będę musiała wrzucać 6 zł za włączenie telewizora na 14 godzin.
Jak już wspominałam w poprzednim wpisie, kocham Polską Służbę Zdrowia. Byłam w szpitalu od czwartku wieczorem do dzisiaj do 12. I co? I nikt nie wie co mi jest. Dawali mi zastrzyki i kroplówki przeciwbólowe (bardzo boli mnie prawy pośladek) i wstrzykiwali do wenflona antybiotyk. Stwierdzili, że jak przestało mnie boleć, to przecież mogą mnie wypuścić. -.-' I w taki właśnie sposób jestem już w domciu.
Poza tym... Dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzili.
Ola, Bosiówa, Dżasta, Krzysiu, Hensonik, Kamil, Marcin, Majka, Ela, Ola, Paulina, Mała, Kasia, Kamola, Hanka. No i Kubie, który jest bardzo bystrym dzieckiem i sam zczaił, że jestem w szpitalu i napisał do mnie. a! No i Oleskiemu, że pytał na bieżąco, ale niestety nie mógł przyjechać. Tak. Dziękuję Wam z całego serca. <3 A serce jeszcze mam w porządku... chyba...
z Bogiem.
Jak już wspominałam w poprzednim wpisie, kocham Polską Służbę Zdrowia. Byłam w szpitalu od czwartku wieczorem do dzisiaj do 12. I co? I nikt nie wie co mi jest. Dawali mi zastrzyki i kroplówki przeciwbólowe (bardzo boli mnie prawy pośladek) i wstrzykiwali do wenflona antybiotyk. Stwierdzili, że jak przestało mnie boleć, to przecież mogą mnie wypuścić. -.-' I w taki właśnie sposób jestem już w domciu.
Poza tym... Dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzili.
Ola, Bosiówa, Dżasta, Krzysiu, Hensonik, Kamil, Marcin, Majka, Ela, Ola, Paulina, Mała, Kasia, Kamola, Hanka. No i Kubie, który jest bardzo bystrym dzieckiem i sam zczaił, że jestem w szpitalu i napisał do mnie. a! No i Oleskiemu, że pytał na bieżąco, ale niestety nie mógł przyjechać. Tak. Dziękuję Wam z całego serca. <3 A serce jeszcze mam w porządku... chyba...
z Bogiem.
czwartek, 9 grudnia 2010
Siedemnasty.
Umieram. Mój tydzień wyglądał następująco:
Poniedziałek: nie byłam w szkole, bo zwijałam się z bólu.
Wtorek: byłam w szkole i zwijałam się z bólu.
Środa: nie byłam w szkole ze względu na wizytę u ginekologa.
Czwartek: nie byłam w szkole, bo umierałam z bólu, a potem poszłam do lekarza. (I tutaj zaczyna się opowieść.) Jutro również nie pójdę do szkoły ze względu na badania. Rano na badania, z wynikami badań do poradni chirurgicznej, bo podejrzewają u mnie coś tam z wyrostkiem, który najprawdopodobniej pójdzie pod młotek, albo kamienie na nerkach. -.-' (Polska służba zdrowia.<3). Poza tym pani doktor zdziwiła się, że byłam u ginekologa, który nawet mnie nie dotknął i przepisał mi tabletki. -.-' cudnie.
No i piątek: nie pójdę do szkoły.
Mam tylko nadzieję, że jednak nie wsadzą mnie do tego szpitala...
Poza tym zastanawiam się czy to ja się starzeje, dojrzewam, dorastam i zmieniam podejście do świata, o on stoi w miejscu czy na odwrót, bo nie do końca rozumiem, co się dzieje wokół mnie. Czy jeśli się komuś radzi do usranej śmierci, a on i tak robi w kółko to samo i ma w dupie Twoje zdanie jest normalne? Jeśli normalne, to po jaką cholercie pyta się co ma robić, bo ja tego nie rozumiem?
Druga rzecz to taka, że nie mam gdzie iść na sylwestra. Facebook prawdę Ci powie - sama. -.-' Sorry. Dostałam propozycję sali w Podstole. To taka miejscowość jakieś 100 km od Zduńskiej Woli. A wczoraj z Kucim wymyśliliśmy, że dobrym pomysłem byłoby pojechanie do jakiegoś Wrocławia, Krakowa, Warszawy coś na mega imprezę. Moje postanowienie? Nie piję w sylwestra więcej niż lampkę szampana. Takie tam... O ile w ogóle to wszystko wypali i nie będę leżała sobie w szpitalu, albo siedziała sama przed telewizorem. Piła herbatkę i jadła maślane ciasteczka.
amen.
Poniedziałek: nie byłam w szkole, bo zwijałam się z bólu.
Wtorek: byłam w szkole i zwijałam się z bólu.
Środa: nie byłam w szkole ze względu na wizytę u ginekologa.
Czwartek: nie byłam w szkole, bo umierałam z bólu, a potem poszłam do lekarza. (I tutaj zaczyna się opowieść.) Jutro również nie pójdę do szkoły ze względu na badania. Rano na badania, z wynikami badań do poradni chirurgicznej, bo podejrzewają u mnie coś tam z wyrostkiem, który najprawdopodobniej pójdzie pod młotek, albo kamienie na nerkach. -.-' (Polska służba zdrowia.<3). Poza tym pani doktor zdziwiła się, że byłam u ginekologa, który nawet mnie nie dotknął i przepisał mi tabletki. -.-' cudnie.
No i piątek: nie pójdę do szkoły.
Mam tylko nadzieję, że jednak nie wsadzą mnie do tego szpitala...
Poza tym zastanawiam się czy to ja się starzeje, dojrzewam, dorastam i zmieniam podejście do świata, o on stoi w miejscu czy na odwrót, bo nie do końca rozumiem, co się dzieje wokół mnie. Czy jeśli się komuś radzi do usranej śmierci, a on i tak robi w kółko to samo i ma w dupie Twoje zdanie jest normalne? Jeśli normalne, to po jaką cholercie pyta się co ma robić, bo ja tego nie rozumiem?
Druga rzecz to taka, że nie mam gdzie iść na sylwestra. Facebook prawdę Ci powie - sama. -.-' Sorry. Dostałam propozycję sali w Podstole. To taka miejscowość jakieś 100 km od Zduńskiej Woli. A wczoraj z Kucim wymyśliliśmy, że dobrym pomysłem byłoby pojechanie do jakiegoś Wrocławia, Krakowa, Warszawy coś na mega imprezę. Moje postanowienie? Nie piję w sylwestra więcej niż lampkę szampana. Takie tam... O ile w ogóle to wszystko wypali i nie będę leżała sobie w szpitalu, albo siedziała sama przed telewizorem. Piła herbatkę i jadła maślane ciasteczka.
amen.
sobota, 4 grudnia 2010
Szesnasty.
Bez obrazy dla nikogo, ale czuję się niedowartościowana po śpiewankach. Było fajnie, ale mogło być lepiej...
A tak poza tym, łącząc się z Kubą w bólu gardła chcę mu powiedzieć, że mnie też zaczyna boleć, ale to od śpiewania. Pewnie jutro będę miała chrypę, że nic nie powiem, a potem mi przejdzie.
Poza tym wyleczyłam sobie powiększone węzły, bo już są w porządku i powolutku znika mi zimno. Także wracam w odpowiedniej formie do dalszego prowadzenia Blogger'a.
P.S. Mają przystojnego komendanta. ^.^ (to nic, że żonaty.)
No i na zakończenie... Piosenka z dzisiejszych śpiewanek.
Niebo do wynajęcia...
A tak poza tym, łącząc się z Kubą w bólu gardła chcę mu powiedzieć, że mnie też zaczyna boleć, ale to od śpiewania. Pewnie jutro będę miała chrypę, że nic nie powiem, a potem mi przejdzie.
Poza tym wyleczyłam sobie powiększone węzły, bo już są w porządku i powolutku znika mi zimno. Także wracam w odpowiedniej formie do dalszego prowadzenia Blogger'a.
P.S. Mają przystojnego komendanta. ^.^ (to nic, że żonaty.)
No i na zakończenie... Piosenka z dzisiejszych śpiewanek.
Niebo do wynajęcia...
Pietnasty.
Wkurza mnie wszystko! Dosłownie! Wkurzyło mnie wczoraj to, że moja siostra miała wrócić o 20 do domu, a wróciła o 21:25. A w między czasie widziałam policję na Złotej. Wkurzyła mnie mama, która miała do mnie zadzwonić i poinformować mnie, że Sylwia przyjdzie później. Wkurza mnie to, że pisze do mnie jedna z osób, która raptem sobie przypomniała, że istnieje. Się książę obudził. Poza tym wczoraj odwiozłam Małą do szpitala. Dzisiaj obudziła mnie Sylwia odśnieżając sobie balkon. -.-' Oczywiście waliła łopatą do odśnieżania w barierki, co roznosiło się po całym podwórku, nie wspominając już, że było to słychać, jakby robiła to w moim pokoju. Poza tym wkurzyło mnie to co przeczytałam na forum. Ja robię przysługę mojej klasie, skanując im wypracowania i prace domowe, ale oczywiście źle, bo oczywiście jest za późno. Ostatni raz to robiłam. Następnym razem będą sobie kserować albo spisywać.Wkurza mnie to, że nie mogę wychodzić na dwór, bo jest tak zimno, że nawet mi się nie chcę. Irytuje mnie bardzo to, że wczoraj rozpalałam w piecu ok. godziny. Takie słowa jakie tam ktokolwiek usłyszał ma zachować dla siebie.
Poza tym mam nadzieję, że dzisiaj się trochę uspokoję i będzie fantastycznie.
W poniedziałek piszę klasówkę z chemii, gdzie nie umiem nic. NIC, ZERO. I obawiam się, że tego nie obczaję. ;) Ale ja już coś wymyślę. ;)
` Zadajemy mnóstwo pytań ciągle drążąc temat
Chociaż najczęściej odpowiedzi nie ma `
Chociaż najczęściej odpowiedzi nie ma `
_____________________________________
amen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
